Smutna historia Wildstara

Niedawno zostało ogłoszone zamknięcie mojej ulubionej gry mmo — Wildstar, która już od dłuższego czasu borykała się z problemami, w większości nie wynikającymi z jakości produkcji tylko z dziwnych decyzji marketingowców.

Zaczęło się od tego, że niektórzy pracownicy odeszli z Blizzarda i w 2005 roku założyli własne studio Carbine. Ich gra Wildstar została wydana w 2014 roku, była dobrze przyjęta przez krytyków. Jednak było w niej także wiele błędów a biorąc pod uwagę że do grania był wymagany comiesięczny abonament to gracze łatwo się zrazili, a dodatkowo gra wydana została w bardzo nieodpowiednim momencie ponieważ w tym czasie został także wydany bardzo dobrze zapowiadający się dodatek konkurencyjnej gry o silnej i ugruntowanej pozycji na rynku World of Warcraft — Warlords of Draenor. Wildstar miał więc już na początku niezbyt dobrą renomę i małą liczbę graczy, mimo że błędy szybko poprawiono a gra była naprawdę dobra, miała ciekawy świat, kreskówkową grafikę która bardzo mi się podoba, fajne klasy i rasy i co najważniejsze wyjątkowo dobry system walki, który był zręcznościowy ale jednocześnie dawał duże możliwości planowania i taktycznego myślenia. Ważną rzeczą było też to, że gracz oprócz wybrania klasy określającej sposób walki, wybierał także ścieżkę (path) która decydowała o wykonywanych aktywnościach do przechodzenia w pojedynkę np. jeśli ktoś lubił zwiedzać świat i eksplorować ciekawe miejsca wybierał ścieżkę eksplorera, a jeśli lubił budować domy to osadnika (ja wybrałem ścieżkę naukowca bo lubię odkrywać historie i poznawać dzikie stworzenia).

Nie będę wam opisywał więcej szczegółów ponieważ twórcy gry przygotowali wiele fajnych animacji przedstawiających poszczególne aspekty gry, więc podam wam link do mojej ulubionej animacji z tej gry przedstawiającej wybór ścieżki:

Ja zacząłem grać w tą grę gdy przeszła na model Free to play, o którym warto wspomnieć ponieważ był wyjątkowo dobrze i uczciwie zrobiony, nie było tam pay to win a wszystkie przedmioty w sklepie można było kupić za prawdziwe pieniądze lub punkty zbierane w grze. Z czasem gra była ulepszana a błędy naprawiane, jednak ilość graczy była bardzo mała przez złą opinię która przylgnęła do produkcji zaraz po jej wydaniu, a twórcy niewiele inwestowali w reklamę i marketing aby to zmienić. Aż w końcu zostało ogłoszone zamknięcie tej bardzo nie docenionej według mnie gry na 28 listopada 2018 roku.

Wydaje mi się, że jest to ciekawy przypadek i można się z niego nauczyć, że bez umiejętnej reklamy, nawet bardzo dobry produkt może nie odnieść sukcesu. Mam nadzieję, że niektóre fajne ale mało popularne rzeczy staną się bardziej doceniane i będę starał się wam przedstawiać od czasu do czasu takie produkcje które znam.

O czym są fantastyczne utwory?

Od dawna spotykałem się z różnymi opiniami o fantastyce, a głównym negatywnym zagadnieniem było to, po co wymyślać nierealistyczne historie i co one dają, postanowiłem więc podzielić się z wami moimi przemyśleniami na ten temat.

Gdy byłem mały, bardzo lubiłem oglądać japońskie filmy o Godzilli z serii Heisei (1984-1995), jednak wiele osób z mojego otoczenia śmiało się z tego, bo mówili, że to bajki i Japończycy w gumowych kostiumach, co w pewnym sensie było prawdą, ale czy to było w tych filmach najważniejsze? Moim zdaniem nie, ponieważ miały bardzo fajny klimat, dramaturgię, ciekawe pomysły, dobrą muzykę i często symbolikę, która miała czegoś uczyć (sama Godzilla była wymyślona jako symbol zagrożenia bronią nuklearną, przez którą Japonia została szczególnie doświadczona). Często w internecie spotykam się z podobnymi kłótniami o produkcjach takich jak „Harry Potter” czy „Władca pierścieni” i czasem o grach, przy okazji rozmyśleń czy gry są sztuką.

Jednak tu pojawia się pytanie o czym te fantastyczne utwory są, skoro są wymyślone, nierealistyczne, i często dzieją się w innym świecie. Według mnie są one wbrew pozorom o…życiu, ponieważ większość twórców czerpie inspiracje ze swojego życia, ze swoich przeżyć i chce coś przekazać lub czegoś nauczyć. Nawet jeśli utwór ma charakter czysto rozrywkowy, to i tak często można w nich zauważyć jakiś mniej lub bardziej ukryty przekaz, np. w formie metafory lub analogii na podobnych zasadach jak w bajkach. Wiele rzeczy można w fantastycznym utworze przedstawić ciekawiej i łatwiej uwydatnić lub ukryć. Mam wrażenie, że problemem jest tzw. „ocenianie książki po okładce”, mimo że pozory są często mylące. Istnieją jednak wyjątki, ponieważ w filmie „Kong wyspa czaszki” nawet ja nie byłem w stanie doszukać się niczego mądrego 🙂 choć technicznie był bardzo dobrze zrobiony.

Mam nadzieję, że nie zanudziło was moje filozofowanie i zachęcam do dyskusji.